Fotograficzne podsumowanie maja 2019 + majowe przyjemności

Pamiętam doskonalne czasy gimnazjum, gdy dostałam pierwszy cyfrowy aparat i w porywie natchnienia założyłam fotobloga. Prowadziłam go jakieś 7 miesięcy. Były to fotografie na miarę nastoletniej amatorki, czyli ujęcia polnych kwiatów, zwierząt domowych, szkolnych wycieczek. Mimo że o blogu wiedziałam chyba tylko ja (no i może paru znajomych), to jego prowadzenie dawało mi sporo radości.
Dlatego też po latach postanowiłam przypomieć sobie o tej "przyjemności" i reaktywować tę serię na parafrazach. To też dobra okazja, by w końcu moje zdjęcia z telefonu nabrały jakiegoś sensu :D Bo odnosiłam wrażenie, że robiłam je, przerabiałam i .. usuwałam po czasie.

A zatem zapraszam Was na pierwsze fotograficzne podsumowanie miesiąca. Maj. Maj 2019. Jeden z moich ulubionych miesięcy. Bo i majówka i Dzień Matki i pierwsze letnie burze i wino na balkonie...


W tym roku udało nam się w końcu dogadać ze znajomymi i zrealizować plan o dłuższej wycieczce na Majówkę.I tak rozkminialiśmy: "gdzie by tu... żeby nie za drogo, nie za daleko, ażeby ciepło i ciekawie..." Padło na Chorwację. A raczej na swego rodzaju objazdówkę, gdyż plan podróży zakładał kilka przystanków po drodze.

I tak pierwszego dnia dojechaliśmy do Wiednia, zostawiliśmy samochód na jednym z podmiejskich parkingów i dosłownie na kilka godzin zatrzymaliśmy się w stolicy Austrii. Jedno popołudnie to zdecydowanie za mało czasu, by poczuć atomosferę tego miejsca ale wiem już, że z pewnością tam wrócimy. To takie wycacane, wychuchane miasto pełne przepięknej architektury i wielu ciekawych atrakcji. Ale sznycla zjedliśmy, tort Sachera też (co prawda, oszukany, jak sie później okazało, gdyż ten specjał w oryginalnej wersji podawany jest tylko w Hotelu Sachera).

Kolejnym przystankiem był nocleg w Bratysławie, póżniej powrót na autostradę i obiad w miasteczku Graz. Muszę o nim wspomnieć (Kolega by mi chyba nie wybaczył), gdyż zatrzymaliśmy się w takiej włoskiej trattori (Trattoria Veneziana) i zjedliśmy najlepszą zupę rybną oraz obłędny makaron z owocami morza. Ot, taki przedsmaczek kulinarny;)
Po kilku godzinach dojechaliśmy do Chorwacji a dokładniej do Zadaru.

Miasto, które z powodzeniem można zwiedzić w dwa dni, pełne klimatycznych uliczek i historycznych atrakcji. Organy wodne to coś, co koniecznie trzeba usłyszeć, zwłaszcza wieczorem, podczas zachodu słońca.


Czasem słońce, czasem deszcz.... na szczęście te ciężkie chmury były tylko straszakiem i obyło się bez przemoczonych czupryn:) Pogoda ogólnie dopisała, choć nie wygrzaliśmy tyłków w takim stopniu jak oczekiwaliśmy;)




Bedąc w tej części Chorawcji nie można po prostu nie odwiedzić słynnych Jezior Plitwickich. O urodzie tego miejsca czytałam w wielu przewodnikach i rzeczywiście, robi wrażenie. Nawet w deszczowy dzień. Co prawda ilość Azjatów na mert kwadratowy jest wręcz zatrważająca, niemniej jeśli zdecydujecie się na bardzo wczesne zwiedzanie, to jest szansa, że spotkacie tylko 30% ich populacji;)




Posiadanie własnego samochodu w Chorwacji - to był naprawdę dobry pomysł, gdyż mogliśmy zwiedzić okoliczne wysepki, np. Nym i Pag. To właśnie na Nym zjedliśmy przepyszne krewetki i doskonały tradycyjny deser.



Podobno najpiękniejsze zachody słońca na świecie... hmm.. kwestia gustu:) uważam że i w Polsce można zobaczyć niemniej piękne wschody i zachody.



Ostatnim przystankiem na naszej trasie był Budapeszt, w którym spędziliśmy wieczór i przedpołudnie. Muszę przyznać, że było to nasze największe zaskoczenie. To miasto, zwłaszcza nocą, robi takie wrażenie, że ciężko mi to opisać. Pełne zapachów, ludzi, knajp, świateł, klimatycznych kamienic. No po prostu sztos. Wrócimy na pewno;)



Maj to dla mnie czas resetu. Niby jeszcze nie lato ale już czuć w powietrzu te zbliżające się ciepłe wieczory...

... które można sędzić na balkonie, popijąc białe wino z owocami:D

Kwiaty dla Mamy i kwiaty dla mnie:)

Powrót do grzywki i lnianych koszul.

Mój przytulas. Mam wrażenie, ze im starsza, tym bardziej do nas lgnie ( w końcu!). I choć kłaczy niemiłosiernie i kicha tymi swoimi brudnymi smarkami, to kocham tego sierściucha!

Najwygodniejsze mokasyny ever (znajdziecie je na stronie Bon Prix ) i ... najpiekniejszy dodatek do zdjęć, czyli gipsówka.

Jednym z majowych umilaczy okazała się także jedwabna gumka do włosów;) Mam ostatnio z nimi kosę (z włosami!) i próbuję różnych sposóbów, by trochę poprawić ich kondycję.

Maj to także taki podstępny miesiąc, bo ... przeziębiłam się ( a wytrzymałam całą zimę!). I to tak książkowo: z bolącym gardłem i gruźliczym kaszlem. Na szczęście obyło się bez hardcorowych leków a mikstura miodowo-imibirowo-cytrynowa zrobiła swoje;)


Brzeg Wschodni, czyli nasza ulubiona miejscówka nad Wartą. W tym sezonie możecie spróbować tam różnych wersji drobiowych kebabów z Kura Warzyw.
I tym letnim akcetntem, kończę moje podsuowanie:)